Zaczynamy inseminacyjną ruletkę!

Artykuł z numeru: 3/2010
Przyczajony tygrys, ukryty smok
Większość wirusów można porównać do bomby z palącym się lontem, która wcześniej czy później wybuchnie. Natomiast PCV2 to bomba z długim lontem, który nie został jeszcze podpalony.

Źródłem ognia są czynniki zakaźne i niezakaźne. Pierwszą grupę stanowią wirus PRRS wywołujący zespół rozrodczo-oddechowy świń, wirus PPV czyli przyczyna parwowirozy, wirus grypy SIV i bakterie mykoplazmy. Te czynniki zakaźne już same w sobie wywołują poważne choroby, ale to one też są potrzebne cirkowirusowi żeby zaczął działać. Dlatego trzeba je koniecznie eliminować.
Najważniejsza jest bioasekuracja
Hodowcy muszą więc przestrzegać podstawowych zasad bioasekuracji, czyli jak najszczelniejsza ochrona stada przed pojawieniem się w nim nowych patogenów. W wielu gospodarstwach są co prawda maty dezynfekcyjne, ale jaki z nich pożytek, skoro wchodzący na teren gospodarstwa ludzie często je omijają, żeby nie ubrudzić sobie butów? Bardzo dużym zagrożeniem zawleczenia wirusów są też samochody przyjeżdżające po zwierzęta, czy też przywożące paszę. Jeśli taki pojazd był wcześniej na terenie innych ferm to istnieje duże prawdopodobieństwo, że na jego koła dostały się patogeny. Także lekarze weterynarii mogą być źródłem zarazków, jeśli tego samego dnia odwiedzają kilka ferm. Dlatego hodowcy powinni współpracować z jednym lekarzem, który będzie miał na fermie swoją szafkę i strój, którego używa tylko na terenie danej chlewni. – Oczywiście w mniejszych chlewniach to trudne zadanie, ale nikt mówił, że będzie łatwo – podkreślił dr Janeczko.
PCV2 a rozród
Jeśli w stadzie pojawiają się problemy w rozrodzie to często trudności sprawia określenie ich przyczyn. Czy „winny” jest wirus PCV2, czy parwowiroza (PPV). Objawy są podobne, ale parwowiroza niszczy płód do 70 dnia ciąży lochy, a PCV2 oddziałuje na niego w całym okresie ciąży i może zabić dużo większe prosię, np. 17-centymetrowe. Jeżeli wirusem PCV2 zainfekowane zostaną loszki tuż po zapłodnieniu, dochodzi do zamierania zarodków, i ich absorbcji, czyli wchłonięcia. W efekcie loszka w 21 dniu po inseminacji nie będzie miała rui, ale w 25, czy 30 dniu tak. Jeszcze większe straty są wtedy, gdy locha poroni np. w 80 dniu ciąży, czy urodzi wiele martwych lub słabych prosiąt. W konsekwencji hodowca traci podwójnie, po pierwsze z powodu martwych prosiąt, a po drugie zużywa więcej porcji nasienia na inseminację.
Statystyki nie kłamią
Statystycznie w Europie zachodniej wirus PCV2 występuje niemal w 100% ferm, ale problemy wywołuje tylko w co drugiej fermie. W Europie Środkowo-Wschodniej problemy z cirkowirusami ma 60% ferm. Średnio w fazie wzrostu od 8 do 12% zwierząt jest dotkniętych tą chorobą. W tych statystykach Polska nie jest osamotniona. Dla porównania we Francji procent zarażonych stad wynosi 10,6, w Niemczech prawie 13, a w Kanadzie pomiędzy 11,8 a 13,3%. Jakie straty może jeszcze spowodować cirkowirus? Jest ich wiele, ale najważniejsze, które bezpośrednio wpływają na wzrost kosztów produkcji, wiążą się z wolniejszymi przyrostami i pogorszonymi współczynnikami wykorzystania paszy, co powoduje wydłużenie tuczu nawet o 2-3 tygodnie. Jak wiadomo 80% kosztów produkcji tucznika pochłaniają pasze. Poza tym jeśli mamy na fermie problemy wywołane przez PCV2, częściej interweniuje lekarz weterynarii, a to pociąga za sobą kolejne koszty. Co gorsza, często nie widać efektu terapii antybiotykowej, za to bardzo wyraźnie widać wzrost wydatków.
opr. na podstawie wykładu dr Krzysztofa Janeczko
Jakie badania trzeba przedsięwziąć by się przekonać, że za problemy na fermie odpowiedzialny jest wirus PCV2? O tym w „Hoduj z głową – świnie” nr 3/2010











